09 June 2016

in Amsterdam | part 2







W nocy nie mogę zasnąć, pewnie przez nadmiar skrajnie różnych emocji poprzedniego dnia. Rano zaczynamy porządne zwiedzanie, zaczynamy od holenderskich naleśników (pannekoek) w Pancakes Amsterdam. 
I can't sleep in the night, probably because of the different emotions from the previous day. In the morning, we begin the proper sightseeing with Dutch pancakes (pannekoek) in Pancakes Amsterdam. 

Amsterdam w sobotni poranek w niczym właściwie nie przypomina Amsterdamu w piątkową noc. Jest spokojnie, przyjemnie, ma się nawet wrażenie, że nie jest to jedna z najważniejszych europejskich stolic czy jedno z najchętniej odwiedzanych przez turystów prawie milionowe miasto. Czuję się raczej jak w niewielkim mieście, gdzie wszyscy wszystkich znają, wszyscy wszystkich lubią. Może taka po prostu jest dzielnica Jordaan. 
Amsterdam on Saturday morning is far from Amsterdam on Friday night. It's a peaceful and nice town, that doesn't look like one of the most important European cities or one of the most popular tourist destinations city with nearly one million citizens. More like a small town, where everybody knows each other, everybody likes everybody. Maybe that's just the Jordaan district. 

W sobotni poranek świeci słońce i jest dosyć ciepło, przynajmniej jak na drugą połowę marca. Idziemy nieśpiesznym krokiem w stronę Rijksmuseum, jednego z punktów obowiązkowych na mapie Holandii, po drodze zahaczamy o Noordermarkt*, potem Vondelpark (na krótko, bo flamandzcy malarze wzywają, a w marcu parki nie są szczególnie atrakcyjne) i jedną z kawiarni po drodze. W Amsterdamie kilka razy udaje mi się pić prawdziwą miętową herbatę, zrobioną nie poprzez wrzucenie torebki do kubka z wrzątkiem, tylko z prawdziwych gałązek z miętą - smakuje zupełnie inaczej, zupełnie nie kojarzy się z wywarem pitym na ból brzucha. 
*jeśli potrzebujecie wskazówek, gdzie zajrzeć w Amsterdamie, polecam bloga Duże Podróże, z którego korzystałam przy ustalaniu trasy zwiedzania
On Saturday, the sun is shining and it's quite warm, at least for the second half of March. We're walking slowly towards the Rijksmuseum, one of the mandatory points on the map of the Netherlands. On the way we visit Noordermarkt, later Vondelpark (not for a long time, though, Dutch painters are calling) and a cafe. In Amsterdam I manage to drink perfect mint tea a few times, not made by putting a bag in the boiling hot water, but made with fresh sprigs - it tastes a way better, not like the liquid to drink when a stomach ache comes. 

W końcu muzeum. Nie będę oszukiwać, najbardziej zależy mi na obrazach Vermeera (choć "Dziewczyna z perłą" jest w Hadze), dlatego też od razu ich szukam. Spodziewałam się większych tłumów, choć pusto nie jest, ale udaje mi się raz skręcić w jedną z bocznych alejek, nieco ukrytą i nieoczywistą, a miałam dla siebie całą salę pełną starszych już nieco rzeźb, w której ciszę przerywały tylko odgłosy płynące z zewnątrz przez wysokie okna. 
Finally the museum. To tell the truth, I come here for Vermeer (although "Girl with the pearl earring" is in Hague) and from the very beginning, I am looking for his painting. I expected crowds, but although I can't say the museum is empty, it isn't hard to get into an empty room full of sculptures in a hidden aisle, where the silence was interrupted only by sounds from the outside.

Zachwyceni wychodzimy z budynku, przed nami nagle wyrasta słynny znak "I AMsterdam", na którym mnóstwo ludzi robi sobie zdjęcia. Kolejny cel - FOAM, muzem fotografii położone kilka kanałów dalej. Jest tam kilka ciekawych wystaw, większe wrażenie robi na mnie właściwie tylko jedna. Na domiar złego zaczyna mnie mocno boleć brzuch i nastrój wesołego turysty, który jest we wspaniałym miejscu i chce się nim nacieszyć zaczyna słabnąć. Oglądamy jeszcze Bloemenmarkt, targ kwiatowy i idziemy powoli z powrotem. W międzyczasie trafiamy znowu w bardziej turystyczną okolicę, co objawia się też nasilającym się zapachem zioła. Jemy szybko obiad, potem brzuch boli coraz bardziej, w końcu jesteśmy ponownie w pokoju, choć jest dopiero popołudnie.
Delighted we leave the building, in front of us there is suddenly a famous 'I Amsterdam' sign, where a lot of people is taking pictures of each other. Next destination - FOAM, the photography museum, located just a few canals away. There are a few interesting exhibitions, only one impresses me a bit more. What is worse, a terrible stomach ache starts, so this cheerful tourist feeling is slowly disappearing. We walk past the Bloemenmarkt, flower market, and slowly go home. Meanwhile, we find ourselves in a slightly more touristic area, which also means the stronger smell of weed. We quickly eat lunch, later I feel worse and worse, finally, we're again in our room, although it's just afternoon.

Wieczorem trochę przechodzi, idziemy więc na spacer. Teraz już bez planu, nieśpiesznie pomiędzy kanałami i kamieniczkami. Przez duże okna na pierwszych piętrach i mniejsze na łodziach zacumowanych przy samych ulicach widać ludzi jedzących razem kolacje. W tej części miasta jest cicho i spokojnie, na ulicy jest bardzo niewielu ludzi, a nawet oni powoli się przechadzają, w końcu to stosunkowo ciepły sobotni wieczór.
In the evening it's a bit better, so we go for a walk. Now, without a plan, slowly strolling between the canals and tenement houses. Through big windows on the first floors and smaller ones on the boats by the streets, one can see people eating supper together. In this part of the city, it's quietly now, there aren't many people on the streets and even they're strolling without rush.

Rano mimo wszystko trochę smutno wyjeżdżać, zanim to jednak nastąpi, mamy nieco czasu, a nie mamy planu. Po kameralnym wielkanocnym śniadaniu na mieście, idę z bratem do Nemo, czegoś na kształt Centrum Nauki Kopernik (i wyjątkowo warszawskie centrum podoba mi się bardziej). Najwięcej czasu zajmuje nam część poświęcona wszechświatowi, jeździmy rowerem przez galaktykę i słuchamy o odległych planetach.
In the morning, it's even a bit sad to leave, but before it happens we still have some time and we don't know what to do. After a cosy Easter breakfast in the city, I go with my brother to Nemo, something similar to the Kopernik Science Center (and exceptionally I like the Warsaw one more). We spend the majority of time learning about space, we're cycling through the galaxy and listen about distant planets.

Nemo znajduje się w bardziej wieżowcowo - nowoczesnej części miasta. Zostało nam jeszcze trochę czasu, dużo więcej niż zająłby nam sam obiad, więc dyskutujemy co dalej. Proponuję spacer po którejś części okolicy z pierwszego dnia, ale reszta już wie, że popływamy stateczkiem po kanałkach.
Nemo is located in a more skyscrapers-modern part of the city. We still have some time left, much more, than a lunch would take, so we're discussing what to do next. I suggest strolling around in the area from the first day in the city, but the rest decides to go for a boat trip.

Po wycieczce jemy obiad (wielkanocny wege ramen z tofu) i idziemy ponownie na dworzec Amsterdam Centraal.
After the tour, we're eating lunch (Easter vegan ramen with tofu) and go to the Amsterdam Centraal train station.

















No comments:

Post a Comment

Dziękuję!