29 July 2016

proxima estació: Barcelona



 Pierwsze dni w Katalonii.
First days in Catalonia.


Gorąco. To właściwie pierwsze, co czujemy po wyjściu z hali lotniska i co będzie nam towarzyszyć przez najbliższe dni. 
Heat. It's the first thing we feel after leaving the airport and what will be with us in the following days.

Gdy przyjeżdżamy do miasta, przypomina mi się kolonialną zabudowę stolicy Meksyku, w której nigdy nie byłam. Może kwestia lektury ("Ameksyka", bardzo dobry reportaż swoją drogą), co swoją drogą jest zabawne, bo w zasadzie powinno być na odwrót. Zostawiamy tylko torby w pokoju i idziemy w stronę morza. Na powitanie idealne gazpacho, tradycyjne, katalońskie pa amb tomàquet
i zdecydowanie cieplejsze niż bałtyckie fale Morza Śródziemnego. 
When we come to the city, it reminds me a bit colonial architecture of Mexico City (where I've never been). Maybe it's caused by the book I'm reading ("Amexica", a great literary reportage by the way), which is actually quite interesting - shouldn't it be opposite? We leave our bags in the room and walk towards the sea. As a welcome - perfect gazpacho, traditional, Catalan pa amb tomàquet and warmer than Baltic Mediterranean waves.




Kolejny dzień, powolne oglądanie okolicy. Pierwsze śniadanie, pierwszy spacer po bardzo wąskich, ale przynajmniej ocienionych uliczkach Barri Gòtic. Spodziewałam się ogromnych tłumów, ale na razie nie ma tak wielu ludzi. W kościele Santa Maria del Mar i jego okolicach co innego. 
Next day, slowly exploring the area. First breakfast, first walk in narrow streets of Barri Gòtic. I expected crowds, but they aren't there yet. In the Santa Maria del Mar church in its surroundings it's different. 

Flag katalońskich jest więcej niż polskich u nas w czasie Euro, przeważają tzw. estelades, te z niebieskim trójkątem i białą gwiazdą bądź żółtym trójkątem i czerwoną gwiazdą - obie silniej niż senyera (flaga bez gwiazdy, tylko żółto - czerwone paski) związane z katalońskim separatyzmem. Idąc z powrotem gubimy się w El Born, wracamy przez Parc de la Ciutadella. Potem na obiad w stronę La Rambli, obleganej przez turystów i sprzedawców kiczowatych pamiątek, po drodze wizyta w katedrze. Mercat de La Boqueria jest już zamknięty, ale udaje się znaleźć niedaleko miejsce na tapas (i zjeść jedne z lepszych patatas bravas). Jeszcze tylko wieczorny spacer po Barcelonecie.
There are more Catalan flags than Polish in Poland during Euro 2016. The majority of them are 'estelades', these with a blue or yellow triangle and white or red star, which has a stronger connection to Catalan separatism than 'senyera' - a flag without a star, with just yellow and red stripes. We get lost in El Born and come back through Parc de la Ciutadella. Later we go for a dinner to La Rambla, full of tourists and people selling souvenirs, we visit the cathedral on the way. Mercat de la Boqueria is already closed, but we manage to have a tapas (and eat one of the best patatas bravas) close to it. 







Do najsłynniejszego kościoła w regionie, Sagrada Família, wejście mamy na jedenastą, ale na miejscu jesteśmy prawie godzinę wcześniej. W międzyczasie czytamy w parku o historii Katalonii i miasta, w końcu stajemy w kolejce, która mimo godzinnych limitów wejść i tak jest długa, a świątynia w środku zatłoczona. Ale nie mogę zaprzeczyć twierdzeniu, że robi wrażenie. Potem znowu metro, od Sagrada Família do Diagonal, zobaczyć chociaż z zewnątrz Casa Milà (zwaną również La Pedrera), jedną z zaprojektowanych przez Gaudiego kamienic i idziemy Passeig de Gràcia do Casa Batlló, kolejnej kamienicy, którą z kolei oglądamy od środka. Niczego sobie, ale jakoś mnie do siebie nie przekonuje i wystarczy mi Gaudiego na ten dzień. Wracamy znowu La Ramblą, tym razem Boqueria jest otwarta, ale tak zatłoczona, że ciężko się dopchać do stoisk. Na obiad tortilla española. Wracamy do pokoju. Na dachu jest maleńki basen, siedzimy przy nim przez chwilę. Słońce ostro świeci, jest gorąco. Jak tylko się nieco ochłodzi, idziemy jeszcze na spacer i wieczorny tapas.
We have the tickets to the most famous church in the area, Sagrada Família, for 11 am, but we're there nearly an hour earlier, so we sit in the park and read about the history of Catalonia and the city, finally we're in the queue, which is quite long despite hourly visitors limit. And it's a bit crowded also inside. However, I must admit it's impressive. Later subway again, from Sagrada Família to Diagonal station, to see Casa Milà (also known as La Pedrera), one of the tenement houses designed by Gaudi and continue walking on Passeig de Gràcia to Casa Batlló, another tenement house by Gaudi, which we see from the inside. It's interesting, but not that impressive and I think I had enough Gaudi for one day. We come back via La Rambla, this time Boqueria is still open, but very crowded too. For dinner - tortilla española. We come back to the room. There's a small swimming pool on the roof and we sit by it in the afternoon. The sun is shining and it's hot. When it's cooler just a little bit, we go for a walk and an evening tapas.








 Szymuś







No comments:

Post a Comment

Dziękuję!