12 August 2016

Barcelona (II)



Rano kolejka na górujące nad miastem wzgórze Montjuïc, które podobno będąc dłuższą chwilę w mieście trzeba koniecznie zobaczyć. Znowu niebo jest bezchmurne, a słońce grzeje niemiłosiernie. Zwiedzanie zaczynamy od Fundació Joan Miró, które dla miłośników artysty musi być bardzo ciekawe, ale dla całej reszty już niekoniecznie, więc żeby zapotrzebowanie na sztukę uzupełnić - Museu Nacional d'Art de Catalunya. Już sam budynek jest imponujący (z zewnątrz trochę, od wewnątrz znacznie bardziej), a wystawa robi jeszcze większe wrażenie, to polecam. Jedyny minus, że nieco po górkę trzeba podejść, ale to dotyczy całkiem sporej listy miejsc na wzgórzu. Wagonikiem do zamku, z którego jest niczego sobie widoczek na miasto. Potem - spacerek w dół, do stacji innej kolejki, która ma nas zabrać na Barcelonetę. I tu pojawia się problem - sprzedawca biletów informuje o drobnej awarii, którą spowodowała przerwa w dostawie prądu. Idziemy więc na tapas, próbując pogodzić się z myślą o konieczności zejścia i zanim moje patatas bravas znajdzie się na stoliku, do kasy biletowej zdąży ustawić się pokaźna kolejka, bo awarii już nie ma. Po upływie dłuższego czasu w końcu jedziemy na dół, prosto na plażę.
In the morning we ride to Montjuïc hill, which is probably an obligatory point in Barcelona. The sky is cloudless again and the sun is shining. We begin our sightseeing with Fundació Joan Miró, which may be a great place for this artist's lovers, but not really for the rest, so for some art we go do Museu Nacional d'Art de Catalunya. The building itself is quite impressive (from the outside just a little bit, from the inside much more) and the exhibition is very interesting, so I'd recommend it. The only con is that you have to walk uphill, but this is true about many sights out there. By cable car to the castle, where there's a nice view at the city and downhill, to the cable car station. Surprise, it isn't working. So we go for a tapas, trying to accept that we'll have to walk quite a long distance, but before my patatas bravas appear, there's already a queue to the ticket window. After some time we're finally able to get straight to the beach.



Chociaż Camp Nou nie było moim pomysłem, to ciekawa jestem, czy będzie to wyłącznie samozachwyt, czy jednak coś ciekawego. Niestety, wyłącznie samozachwyt, do tego pozbawiony jakiejkolwiek klimatyzacji, mocno zatłoczony, o ściśle ustalonej trasie zwiedzania i pozbawiony pozornie ciekawszych punktów (chociażby szatnia gospodarzy była zamknięta). Najprzyjemniejszym momentem zwiedzania stadionu FC Barcelony jest jego opuszczenie.
Although Camp Nou wasn't my idea, I've been wondering, if it'll be plain self-wonderment or something interesting. Unfortunately - only self-wonderment, without air-conditioning, super crowded and with a visiting route on which you can't skip anything, without anything more entertaining. The best moment of the FC Barcelona stadium tour is the moment when we leave it. 

Turyści w Barcelonie odwiedzają tłumnie atrakcje położone nie tylko w centrum miasta, ale też te nieco dalsze, jak wspomniane Camp Nou czy Parc Güell, o którym za chwilę. Wszyscy jadą je zobaczyć, sąsiedztwo mając z reguły w głębokim poważaniu. Wysiadają z metra i idą do atrakcji, po zobaczeniu wracają do metra (o ile w ogóle z niego korzystali) i jadą dalej. Wystarczy odejść naprawdę maleńki kawałeczek, żeby znaleźć się w miejscu, do którego nie docierają. Do takiego miejsca trafiamy na tapas. Mogłabym poświecić mu więcej miejsca, niż poświęciłam na stadion, bo i było tam dużo ciekawiej.
Tourists in Barcelona gather in tourists attractions, not only in these located in the city center, but also a bit farther, like mentioned above Camp Nou or Parc Güell, about which I'll write in a while. Everybody goes to see them, usually not paying attention to the neighbourhood at all. They just leave the subway (if they were using it, of course) and go to the sight, later they take the same route and come back. So the places, where there are none, are sometimes very close to main tourist attractions. We have tapas in one of them. I could actually write more about it, than I wrote about the stadium, as it was much interesting.

Najciekawszy jest chyba kontrast pomiędzy śmigającymi pomiędzy ciasno ustawionymi stolikami kelnerami i kelnerkami, którzy robili wszystko z taką prędkością, której nigdy jeszcze nie widziałam, a klientami, którym nigdzie się nie spieszyło i w spokoju jedli całe menu dnia (co też jest ciekawe, bo w takim upale mi ciężko było zjeść coś więcej niż przystawka, ewentualnie przystawka + chłodnik, na menu dnia składał się tapas i / lub pierwsze danie + całkiem spore drugie danie + deser) i wypijali wino. Butelka na osobę do obiadu nie jest niczym niespotykanym. A jedzenie jest tam naprawdę bardzo dobre. No i wystrój, adekwatny do sąsiedztwa, mnóstwo różnych mniejszych i większych pamiątek związanych z lokalnym klubem piłkarskim (swoją drogą takie określenie śmiesznie brzmi w odniesieniu do Barçy).
The most interesting is probably the contrast between the waiters, rushing between the tables, who are doing everything so quickly and clients, who are not in a hurry at all, eating whole daily menu (which is also quite funny, as in that heat I am unable to eat more than a starter or starter with gazpacho, and a daily menu consists of a starter and/or a first course and quite big main course + dessert) and drinking wine. A bottle per person for dinner isn't anything special. And food was really good. And interior, adequate to the neighborhood, lots of small and big things connected to the local football team (it sounds quite strange, when the 'local football team' is Barça).

Potem jedziemy jeszcze metrem do dzielnicy Poblenou, która spodobało mi się od razu. Bez powodzenia można tu szukać tłumów turystów, za to jest przy samym morzu (przy którym tego dnia akurat mocno wieje) i wydaje się być całkiem miłą okolicą. Zwiedzanie stadionu było wyjątkowo męczące, więc idziemy prosto na plażę. Przy wysokich falach i dosyć szybko powiększającej się głębokości zabawa w żywy falochron wygląda zupełnie inaczej. Wytrzymujemy na brzegu całe pół godziny, co i tak jest lepszym wynikiem niż nieco ponad dwadzieścia minut z poprzedniego dnia (bo ile można).
Then we go by subway to the Poblenou district, which I like from the very beginning. Without succes you can search here for crowds, it's also just by the sea (where it's quite windy today) and appears to be a nice place. Visiting the stadium was pretty exhausting, so we go straight to the beach. With big waves and nice depth playin 'living breakwater' is much more fun. We're there for just an hour, which is still a better score than previous day's twenty minutes.

Na Barcelonetę idziemy pieszo, po krótkim czasie oddalamy się od brzegu. Przypomina mi się nieco Miami, w sumie nie wiem nawet dlaczego. Może przez podobną pogodę, wieżowce niedaleko morza, podobną zabudowę jak w dzielnicy kubańskiej (chociaż tak naprawdę zbyt podobnie nie jest, co uświadomiłam sobie przeglądając w domu zdjęcia), ludzi uprawiających sport na ścieżkach przy plaży jak na Miami Beach. Ale to miłe wspomnienie. 
We walk to Barceloneta and quickly leave the beach. The place reminds me a bit of Miami, hard to tell why. Maybe because of the weather, skyscrapers near the sea, architecture similiar to Little Havana (although it actually isn't similiar, what I discover at home), people playing some sports on the pavement just by the beach, like in Miami Beach. But it's a nice memory.

Idziemy z bratem do Museu d'Historia de Catalunya, którego księgarnia bardzo mi się spodobała. Samo muzeum też jest bardzo ciekawe (i to nie tylko dlatego, że historia Katalonii wydaje mi się być interesująca, Szymo, który niekoniecznie podziela to zdanie, był zachwycony), a do tego trafiły nam się darmowe wejścia, czego się nie spodziewaliśmy, a na parterze jest jeszcze wystawa czasowa poświęcona komiksowi "Tintin w Tybecie", która też jest całkiem całkiem. 
I go with my brother to Museu d'Historia de Catalunya, which bookshop I really liked. The museum itslef is great (not only beacuse I find history of Catalonia particularly interesting, Szymo, who doesn't, loved this place) and we got free entrance, which we haven't expected. And on the 1st floor there is a nice exhibition about "Tintin in Tibet" comic.










Po kilku stosunkowo intesywnych dniach kolejny nieco bardziej leniwy. Śniadanie w sąsiedztwie, spacer po okolicy i trochę odpoczynku. Potem tapas i w drogę - celem zobaczenia parku Güell. Wysiadamy na nie tej stacji co trzeba, jednak ostatecznie okazuje się to nie być aż tak złą decyzją. Wprawdzie do przebycia mamy spory kawałek pod górkę, jednak znaczną część trasy stanowią ruchome schody i nie jest to aż tak dotkliwe. No i widok jest pierwszorzędny.
After few intense days, next one is more lazy. Breakfast in the neighborhood, walk in our area and some relax. Later tapas and we're sightseeing again - this time Parc Güell. We leave on a different station than we should, but in this case it's not that bad. Even though we have to walk quite a long distance uphill (well, majority of it's an escalator). And the view is awesome.

Do samego parku nie udaje nam się wejść, bo nie mamy biletów, a godzinowy limit odwiedzających został wyczerpany. Schodzimy inną trasą na dół i wracamy do siebie.
Eventually we cannot enter the park, as we don't have tickets and enough people had entered the park. We walk down with another route and come back.


Przedostatni dzień i w końcu nie ma bezchmurnego nieba (chociaż upalnie nadal jest). Idziemy do metra, do innej stacji niż zazwyczaj, chociaż linia ta sama. Kierunek - Poblenou, ponownie, bo wtedy było zbyt krótko. Gdy tylko dojdziemy do głównej ulicy - Rambla del Poblenou, zaczyna się ulewa. Szukamy szybko jakiejś kawiarni i mamy nadzieję na przeczekanie deszczu. Tak się jednak nie dzieje, więc po kanapce i soczku idziemy dalej. Przez całą drogę do metra (innej stacji niż ta, na którą przyjechaliśmy), muszę wysłuchiwać marudzenia niezadowolonej z mojego planu i pogody wycieczki. W momencie, w którym wysiadamy z metra na Barcelonecie, migiem wychodzi słońce. Pech.
Second to last day and there is finally more clouds (although it's still hot). We walk to the subway station, different than usual, but of the same line. Direction - Poblenou, again, as we were there for not enough time. When we reach the main street - Rambla del Poblenou, it starts to rain. We're searching for a nice cafe and we hope to wait until it stops. But it doesn't happen, so after a sandwich and a juice we continue our walk. During it, I have to listen to the rest complaining about today's trip and weather. When we leave Barceloneta metro station, sun appears again. What a pity.



Ostatni dzień, ale samolot dopiero wieczorem. Straszny upał, więc idziemy do L'Aquarium. Miejsce ładne, tylko mocno zatłoczone. No i mam zawsze raczej mieszane uczucia, bo z jednej strony ślicznie to wszystko wygląda, ale naturalne środowisko tych zwierząt niekoniecznie tak chyba wygląda. 
Last day, but the plane leaves in the evening. It very hot, so we go to L'Aquarium. Nice place, although crowded. And I always have mixed feelings, as it looks nice, but natural habitat of these animals looks a bit different, I guess. 

Jemy ostatnie tapasy, idziemy na ostatni spacer po El Born, zachodzimy jeszcze tylko zobaczyć Muzeum Czekolady i Palau de la Música Catalana, i wracamy metrem. Potem na lotnisko i do domu.
We have last tapas, go for the last walk in El Born, walk to see the Chocolate Museum and Palau de la Música Catalana, and come back by subway. Then to the airport and home.

Znaczy, zanim do domu, to jeszcze lot. Opóźniony. Z pijanymi i bardzo głośnymi współpasażerami siedzącymi za nami. I w Warszawie dodatkowa kontrola dokumentów. Ale potem to już naprawdę do domu.
I mean, before we reach home, we have to fly to Warsaw. Our flight is delayed and noisy drunk people are sitting behing us. And our documents are checked in Warsaw again. But then home.



No comments:

Post a Comment

Dziękuję!