21 September 2016

hygge






Zanim dojedziemy do Gudhjem, zatrzymujemy w Bornholms Kunstmuseum, muzeum sztuki bornholmskiej. Przyznam szczerze, że trochę się obawiałam, bo to mała wyspa na Bałtyku, sporo oddalona od głównej części Danii, zamieszkała przez niewielu ludzi, która raczej nie kojarzy się ze sztuką, jeśli już, to raczej ze ślicznymi obrazkami czy pocztóweczkami, cel wycieczek turystycznych głównie z Niemiec czy Polski. Tylko że jest dokładnie inaczej. Choć nadal nie mieszkali tutaj czołowi przedstawiciele sztuki duńskiej czy szwedzkiej, bo w końcu do Szwecji jest stąd najbliżej, to przewinęło się przez nią wielu artystów, na których obrazach i rzeźbach można dostrzec ślady ich wizyt. Najbardziej podobały mi się obrazy Olufa Høsta, ale nie tylko. Sam budynek muzeum jest niesamowity i bardzo symboliczny.
Before we reach Gudhjem, we stop at Bornholms Kunstmusem, the museum of Bornholm's art. To be honest, I'd been afraid, as it's a small island on the Baltic sea, where not many people live, which is not really associated with art, even if - with cute postcards, it's a tourist destination, mostly from Germany or Poland. But no, it's different. Although maybe the most famous Danish or Swedish artists haven't been living there, many great painters and sculptors have been living here for some time. Painting I liked most were ones by Oluf Høst, but not only. Even the building itself is impressive and symbolic.

Wejście jest bezpłatne dla osób poniżej 18 roku życia, więc kupienie czegoś w muzealnym sklepiku traktujemy jako punkt honoru. Wychodzimy z pocztówkami (jedna z nich wisi teraz nad moim biurkiem, to zimowa panorama Gudhjem pędzla Mogensa Hertza, doskonale pokazuje miasteczko i jego klimat), ale przy wejściu sprzedawane są albumy na wagę, za śmiesznie niską cenę za kilogram, więc do sakw załadujemy jeszcze po albumie "Øen i havet" ("Wyspa na morzu") - o mieszkańcach Christiansø, należącej do archipelagu Ertholmene wyspy, niecałą godzinę drogi promem z Gudhjem. 
The entrance is free for anyone under 18, so we feel we must buy something in the museum shop. We leave with postcards (one is above my desk at the moment, it's a winter landscape of Gudhjem by Mogens Hertz, it shows the town and it's atmosphere perfectly), but near the entrance there are some albums sold for some funny prices a kilogram, so we get also "Øen i havet" ("The Island on the Sea") album about citizens of Christiansø, an island in Ertholmene archipelago, nearly an hour on a ferry from Gudhjem.

Potem znowu: pod górkę i z górki, w końcu pojawia się znak: Gudhjem. Jest ślicznie, jak z pocztówki. Na całym Bornholmie tak jest, ale tutaj jakoś odczuwa się to bardziej. Ciepłe kolory ścian niskich domków. Wzgórza. Morze.
Later again - uphill and downhill, until the sign 'Gudhjem' appears. It's nice, like from a postcard. Whole Bornholm is nice and picturesque, but here that feeling is even stronger. Warm colors of the small houses' walls. Hills. Sea. 

Następnego dnia ścieżka rowerowa znowu prowadzi z górki i pod górkę, więc gdy na horyzoncie pojawia się charakterystyczna konstrukcja Svaneke Vandtårn, wieża ciśnień zaprojektowana przez najbardziej znanego duńskiego architekta, Jørna Utzona, od razu łatwiej się jedzie. 
On the next day the cycling route is again uphill and downhill, so when a characteristis Svaneke Vandtårn, the water tower by Jørn Utzon appears on the horizon, cycling becomes easier. 

Svaneke już gdy przejeżdżamy przez nie w drodze do hostelu robi doskonałe wrażenie. W hostelu akurat recepcjonista jest w pobliżu, gdy przyjeżdżamy, więc dostajemy klucze do pokoju prawie od razu i możemy szybko pójść oglądać miasto - nieśpiesznie, bo mamy na to dwa dni. Najpierw lody w porcie, potem do wieży ciśnień (wieje wiatr, dookoła zboże). W drodze powrotnej mleko czekoladowe i ławeczka z widokiem na zatokę (jest pięknie, jest pięknie). 
We find Svaneke great from the beginning, when we enter the town on the way to the hostel. There, luckily, the receptionist hadn't gone yet, so we can get the keys to the room very quickly and start exploring the town. Slowly, as we have two days for this. Firstly ice cream in the harbour, later to the water tower (it's windy and crops grow around). In the way back we have chockolate milk and we sit on a bench with a view at the bay (it's beautiful, it's beautiful).

Svaneke jest jak połączenie Hammeren, Gudhjem i Rønne. Skaliste wybrzeże, przytulność, ale i jakaś namiastka miasta. Brakuje tylko plaży i bardziej eleganckiego kąpieliska (patrz: Dueodde, Sandkås), ale przecież nie ma miejsc idealnych.
Svaneke is like a mixture of Hammeren, Gudhjem and Rønne. A rocky shore, coziness, but also some kind of a substitute of a city. The only thing that isn't here is a beach and a proper swimming place (like in Dueodde or Sandkås), but hey, no place is perfect.

Wieczorem idziemy na kąpielisko, Marta wchodzi do wody i przy akompaniamencie zachodzącego słońca zaczyna padać. Przez chwilę delikatnie kropi, potem pojawia się tęcza.
In the evening we go to the shore, Marta is in the water and a subtle rain starts during a sunset. When it stops, a rainbow appears.






















No comments:

Post a Comment

Dziękuję!