21 August 2017

city of the big shoulders | chicago (I)



Nazwa miasta pochodzi od algonkińskiego określenia dzikiej cebuli, która rosła nad rzeką wpływającą (wtedy wpływała, dzisiaj wypływa, jej biego został odwrócony na przełomie XIX i XX wieku) do jeziora Michigan. Poza nią, Chicago ma wiele nieoficjalnych nazw. Najbardziej znane jest Wietrzne Miasto (ciekawostka: wymyślone przez nowojorczyków w odniesieniu do chicagowskich polityków-samochwał), Drugie Miasto (również wymyślone przez nowojorczyków), Chitown (którego widziałam na pocztówkach i stronie internetowej rowerów miejskich, ale nigdy nie słyszałam), Dżungla (w odniesieniu do książki o pracy w przemyśle rzeźniczym autorstwa Uptona Sinclaira), Miasto o Wielkich Ramionach. 
The name comes from the Algonquin word for wild leek or onion, that grew on the river banks floating into (into then, since the 1900s it flows backward) Lake Michigan. Apart from the official one, Chicago has many unofficial names. The most famous one is The Windy City (fun fact: it was invented by the New Yorkers, relenting to boastful politicians), The Second City (also invented by the New Yorkers), Chi-town (a name I have never heard and saw it only on postcards and city bikes' website), The Jungle (relating to a book about meatpacking industry by Upton Sinclair), City of the Big Shoulders.

Jest taki wiersz o Chicago, chyba najbardziej znany ze wszystkich i chyba też najbardziej lubiany. Napisał go Carl Sandburg ponad sto lat temu i nosi tytuł "Chicago". Opowiada o mieście, ale i o dumie, która towarzyszy mieszkańcom, chociaż jest, jakie jest. To właśnie z niego pochodzi  ostatnie określenie. Jego fragment można znaleźć nawet na miejskich autobusach. 
There's a poem about Chicago, probably the most famous and appreciated one. It was written by Carl Sandburg more than 100 years ago and it's called simply "Chicago". It's about the city, but also about citizen's pride, even though they're aware of how it really looks. The last name was first written in the poem. Even city buses have a piece of it.

And having answered so I turn once more to those who sneer at this my city, and I give them back the sneer and say to them: 
Come and show me another city with lifted head singing so proud to be alive and coarse and strong and cunning.

I trochę jest w tym prawdy. Chicago leży daleko od idealnego miasta. Trzecie najgorsze pod względem segregacji miasto w Stanach. Większość czasu w lokalnym wydaniu wiadomości zajmują strzelaniny, kradzieże. Bardzo daleko. A mimo to nie jestem w stanie powiedzieć, że go nie lubię. 
And it's actually quite true. Chicago is far away from a perfect city. Third most segregated city in the USA. Most of the time in the local news is taken by shootings, robberies. Very far. However, I'm unable to say I don't like this place.

W pociągu w kierunku Chicago, który odjechał o 6:41 ze stacji w Libertyville, robiło się coraz tłumniej. Pracownicy w koszulach wykorzystywali ostatnie chwile na sen. Metra opuszczała powoli przedmieścia i wjeżdżała do Chicago. Stacja Healy. Stacja Western Avenue. Za zielonkawą szybą widać już gdzieś na horyzoncie zarys downtown z charakterystycznymi drapaczami chmur za ceglaną zabudową dalszych dzielnic i pojedycznymi wodnymi wieżami. Miasto w oddali wygląda postapokaliptycznie. Chyba tak wyobrażałam sobie Deitrot, nie Chicago.
The Chicago-bound train that had left the Libertyville station at 6:41 becomes more and more crowded. White-collar workers made use of time to sleep. Metra slowly left the suburbs and arrived in Chicago. Healy. Western Avenue. Through the greenish window, I could see the distant silhouette of downtown with characteristic skyscrapers behind the brick architecture of remote districts and single water towers. The city looks post-apocalyptic. I guess I imagined Detroit to look like that, not Chicago.

Schowałam do plecaka gazetę, założyłam słuchawki i włączyłam The Daily. Metra dotarła do Union Station. Przez tłumne korytarze przechodzili amisze w adidasach z torbami z makdonaldsa i biznesmeni z przedmieść. W przestronnym hallu słychać cichy swing. 
I put the magazine into the backpack, wore earphones and tuned on The Daily. Metra reached Union Station. On crowded corridors met Amish people wearing sneakers and holding McDonald's bags, and businessmen from the suburbs. The spacious hall welcomed us with silent swing.

Na ulicach Loop panował poranny zgiełk. Towarzyszyło mu surrealistyczne światło: wczesne słońce, pomarańczowe światło latarni miejskich, włączonymi całą dobę, odbite od szklanych fasad wieżowców i rozproszonę przez mgłę. 
Morning hustle and bustle occupies the streets of Loop. Surreal light accompanies it: early sunshine, orange light of the street light (turned on 24/7), reflected from the glass facades of skyscrapers and dispersed into the fog.

Zaraz po przekroczeniu płynącej w drugą stronę rzeki na moście Adams St widać w pełnej krasie Willis Tower. Tak budynek nazywa się od ośmiu lat, wcześniej był to Sears Tower. Mimo to nigdy nie słyszałam nikogo, kto używałby nowej nazwy. Dla wszystkich Sears Tower - to Sears Tower. Nauczyli mnie, że to Sears Tower, to się nie będę teraz uczyć od nowa - powiedziała przewodniczka na architektonicznej ekskursji.  Ciekawostka (przez miesiąc trochę się ich nazbierało): wysokość wysokościowca zmierzono od podstawy do wieżchołka części użytkowej, nie dodano do niej wysokich anten. Przy pomiarach One WTC w Nowym Jorku, które wygrało z Searsem konkurs na najwyższy budynek w USA, mierzono także anteny. Więc choć pewności w tej kwestii nie ma, to możliwe jest, że to w Chicago wciąż znajduje się najwyższy drapacz chmur na kontynencie amerykańskim. Ciekawostka nr 2: w Chicago powstał pierwszy drapacz chmur. Miał całe dziesięć pięter. Powstał niedługo po tym, jak wielki pożar w 1871 zniszczył ponad dwa tysiące akrów miasta. Rzekomo ogień zaprószyła krowa, która kopnęła lampę (jej właścicielka, pani O'Leary została oczyszczona z zarzutów dopiero w 1997 roku), a dzięki słabo zorganizowanej straży pożarnej i słynnemu chicagowskiemu wiatrowi, szybko się rozprzestrzenił. Wtedy też miasto zaczęło budować coraz wyższe i wyższe budynki.
Having crossed the river on Adams St, you can see the Willis Tower. Its name was changed from Sears Tower eight years ago, but never have I heard anyone using the new name. It's Sears Tower for everybody. "I was taught it's Sears Tower, I don't want to learn the new name again" - said the guide on an architecture tour. Fun fact (I've collected a few in a month): the height of the building was measured without the antennas, while One WTC, that exceeds Sears Tower, was measured with them. Even if it's not confirmed, there's a probability, that the highest building in the America is still in Chicago. Fun fact no 2: the very first skyscraper was built in Chicago. It had ten floors and appeared in the cityscape right after the Great Fire of Chicago had devastated 2,000 acres of the city. The fire was allegedly started by a cow, that kicked a lamp in a barn (her owner, Mrs. O'Leary was exonerated only in 1997), and thanks to poorly organized fire department and strong Chicagoan wind, it spread quickly. That's when the city started to build up.

Jeśli po wyjściu z Union Station pójść na zachód, zamiast na wschód, do Loop,  trafi się do Greektown. Po przekroczeniu międzystanowej autostrady (Kennedy Expressway, I-90), można znaleźć się bez trudu greckojęzyczne witryny, kawiarnie, czy niespodziewane elementy związane z grecką kulturą na ulicy, takie jak Greekown Coloseum (na rogu Halsted i Van Buren).
If you choose to go west, instead of east, to the Loop, after leaving the Union Station, you'll reach Greektown. After crossing the interstate expressway (Kennedy Expy, I-90), you can easily find storefronts in Greek, Greek cafes or unexpected elements, like Greektown Colosseum (at Halsted and Van Buren).

I jest tam zupełnie inaczej niż po drugiej stronie rzeki. 
And it feels definitely different than on the other side of the river.

Loop to ścisłe centrum. Za jego granice przyjmuje się rzekę Chicago na zachodzie i północy, jezioro Michigan na wschodzie i Roosevelt Rd na południu. Prawie zawsze słychać tu syreny policyjne, pogotowia czy straży pożarnej, a ulice, choć szerokie, są prawie zawsze zakorkowane, szczególnie w północnej części. Tam, jeśli nie można lub nie chce się jechać L (metro - czasem podziemne, czasem nadziemne), czasem lepiej niż jechać autobusem iść pieszo. Często w godzinach szczytu pasażerowie opuszczali latem autobus i szli dalej pieszo, bo nie dość, że ulice stały, to jeszcze autobus zatrzymuje się bardzo często - nawet na każdej przecznicy. A wtedy odcinek, który można spokojnie pokonać w pół godziny, jedzie się nawet 50 minut. 
Loop is in the heart of downtown Chicago. Its borders are Chicago river in the west and in the north, Lake Michigan in the east and Roosevelt Rd in the south. All the time you can hear police/fire dept/ambulance sirens and the streets, even though wide, are usually crowded, especially in the northern part. There, if you can't (or don't want to) take L (sometimes subway, sometimes elevated train), it is sometimes better to walk rather than taking a bus. Often in rush hours passengers would leave the bus and walk further, as not only were the streets crowded, but also the bus would stop on every block. And it means, that a distance you can walk in 30 minutes, takes 50 minutes on a bus.

Ciekawi mnie jedna rzecz - dlaczego na głównych ulicach Loop latarnie miejskie świecą całą dobę cały rok, nawet przy bezchmurnym niebie i słońcu, a boczne uliczki są ciemne i nieoświetlone? 
One thing makes me wonder - why are the city light on the main streets of Loop always on, even when the sun is shining brightly and the sky is cloudless, while those narrow streets are always dark?

Latem w Chicago jest gorąco i duszno. Osławiony wiatr pojawia się sporadycznie (i na nieszczęście głównie w nieliczne deszczowe dni). Wilgotność utrzymująca się na poziomie powyżej 60% i pojawiająca się od czasu do czasu surrealistyczna, gęsta mgła w dzielnicach blisko chłodnego jeziora.
Summer in Chicago is hot and humid. Famous wind appears once in a blue moon (and unfortunately usually when it's rainy). Humidity stays above 60%. Sometimes a dense, surreal fog appears in the neighborhoods close to the cool lake.

Poza wałęsaniem się po okolicy, zwiedzaniem i jeżdżeniem pociągiem, w Chicago uczyłam się angielskiego. Tyle, na ile pozwalała mi turystyczna wiza (do piętnastu godzin w tygodniu). 
Apart from strolling around, sightseeing and taking the train, I was studying in Chicago. As much as I could do on my tourist visa (which means 15 hours a week maximum). 

I dzięki temu też miałam wrażenie, że jestem tu kimś więcej niż turystą. 
And it made me feel a bit less than just a tourist.

Jeszcze nie mieszkanką Chicago, ale bliżej niż kiedykolwiek.
Not a Chicagoan yet, but closer than ever.











No comments:

Post a Comment

Dziękuję!