13 September 2017

a pasture with a view | hiking in Switzerland



Nigdy wcześniej nie byłam w Szwajcarii. Nie znam nikogo, kto był. I nie wiedziałam za bardzo czego się spodziewać.
I'd never been to Switzerland before. I don't know anybody, who had. And I had no idea what to expect.

Gdy wjechaliśmy przez Austrię, krajobraz nie różnił się szczególnie. Dopiero kiedy droga zaczęła się wić coraz bardziej i bardziej, widok za oknem bardziej przypominał mi czarnogórski Durmitor. W takich okolicznościach dojechaliśmy do kantonu Valais i przełęczy Furka, z której widać idealnie wijącą się drogę.
When we arrived through Austria, the landscape didn't change much. Only when the road started to meander more and more, did the view became more similar to Durmitor in Montenegro than the Alps. We got to the canton of Valais and Furka pass, from which we could see the meandering road. 

Jakiś czas później dojechaliśmy na miejsce, do gminy Grengiols.
Soon we arrived at our destination, to the Grengiols commune.

W nocy słychać było świerszcze za oknem i Rodan w dolinie.
In the night we could hear crickets outside and the river Rhone in the valley.

Dużo chodziliśmy po górach. Po okolicznych i tych niewiele dalszych. Pojechaliśmy na przykład nad lodowiec Aletsch, który wije się niczym bardzo szeroka droga ekspresowa. Widzieliśmy z daleka zarys Matterhornu, tej samej góry, która widnieje na opakowaniach czekolady Toblerone. Przeszliśmy stamtąd do miejscowości Fiesch. Po drodze kilka razy spotykaliśmy owce i krowy, które pasły się na pastwiskach z widokiem na najwyższe góry Europy. Innym razem poszliśmy zobaczyć cienki most wysoko nad górską rzeką.
We hiked a lot. In the neighborhood and farther. Once we traveled to the Aletsch glacier, that looks like a highway from above. We were able to see the silhouette of Matterhorn, the same mountain you can see on the Toblerone chocolate. We walked from there to the village of Fiesch. On our way, we met cows and sheep on a pasture with a view of the highest mountains. Another time we went to see a thin suspension bridge high above a mountain river.

Szwajcaria, przynajmniej tam, była dziwnym miejscem. Z jednej strony zewsząd nadchodziły zachęty od odkrywania coraz to nowych miejsc, przygotowane specjalnie dla turystów, którzy przyjeżdżali z całej Szwajcarii i świata je zobaczyć (co ciekawe, turystów z innych państw Europy nie było prawie wcale). Z drugiej, wszędzie towarzyszyło mi wrażenie, że jako turyści nie jesteśmy tam mile widziani. W inny sposób niż w Barcelonie - tutaj wiązało się to raczej z brakiem potrzeby zrobienia czegokolwiek dla przyjezdnych. W stylu "umożliwiliśmy wam przyjazd, to teraz radźcie sobie sami". Nie zawsze dało się dogadać po angielsku, a że szwajcarski niemiecki nie jest najbardziej podobny do niemieckiego wariantu (szczególnie w wiejskich regionach jak właśnie Valais), to bardzo szczątkowa znajomość tego języka nie zawsze jest w ogóle przydatna. Ciekawostka: dziękuję w dialekcie Valais to merci (wymiawiane bardziej jak merszy), nie danke, jak w standardowym niemieckim. A cześć to grüezi, nie halo.
Switzerland, at least there, was a strange place. On one hand, from everywhere there were coming invitations to explore, prepared specially for tourists who came from different parts of Switzerland and all over the world to see them (what's interesting is that there were hardly any tourists from other European countries). On the other, often we felt as if we're not welcome here as tourists. Not like in Barcelona, more in a "we made it possible to see everything for you, now our job is over". It was hard to communicate in English sometimes and as Swiss German isn't very similar to the standard version, especially in rural regions like Valais, so my close-to-none knowledge of the language wasn't that useful. Fun fact: 'thank you' in Valais dialect is 'merci' instead of 'danke' in standard German. And 'hello' is 'grüezi', not 'halo'. 



No comments:

Post a Comment

Dziękuję!